Wyjsc na stopa w Riobambie okazalo sie nie takim latwym zadaniem. Miasto rozciaga sie na kilka kilometrow i do tego pod gore. Marsz z ciezkim plecakiem i w palacym sloncu nie nalezy do najprzyjemniejszych wiec zdecydowalem wziac autobus za miasto. Zlapalem jakis przejezdzajacy i okazalo sie ze aby dojechac do Canar to tylko $2, odzalowalem ;) Dojechalem na miejsce poznym popoludniem a na tej wysokosci wieczorami robi sie dosc chlodno. Znalazlem hostel i moje pierwsze targowanie okazalo sie sukcesem. Z $7 stargowalem na $4 wiec nie jest zle. Poszedlem do hostelu tylko dlatego ze chcialem wziac prysznic po calym dniu na sloncu i okazalo sie (jak to tu czesto bywa) ze nie ma cieplej wody. Zaden problem, z tym ze zimna woda to naprawde "zimna gorska woda" po 10 sekundach mycia w rak myslalem ze odmrozilem palce.
Prysznic musial zaczekac.
Nastepnego dnia wybralem sie do Ingapirki. Najwieksze ruiny Inkow w Ekwadorze. Spodziewalem sie takiego mniejszego Machu Picchu, no i sie przeliczylem :/ Sceneria w kolo jest wspaniala. Wysokie szczyty i miasteczko w zielonej dolinie ale same ruiny sa dosc male, nie liczac zamku slonca (castillo de sol) to same murki wysokie na metr. Zamek slonca brzmi bardzo wyniosle ale w rzeczywistoisci to mala chatka na piedestale. zwiedzenie zajelo mi okolo pol godziny i zalowalem siedmiu dolcow, ktore wydalem na wstep.
Byl Piatek wiec market w pobliskim miasteczku obrodzil owocami, zjadlem wspanialy lunch skladajacy sie z mango i kilku owocow ktorych nazw nie pamietam (byly naprawde dobre). Posiedzialem tam troche i wybralem sie w droge powrotna na pieszo bo to tylko 10km z gorki :) Jakbym wiedzial ze przez 2 godziny marszu ;przynajmniej 30 osob poprosi mnie o pieniadze albo o cukierki to bym sie dwa razy zastanowil nad autobusem. Wszyscy ci ludzie ktorzy prosza o pieniadze to tak naprawde nie musza prosic tj. sa biedni ale pracuja i maja na zycie ale wychodza z zalozenia ze kazda gotowka sie przyda i moze sie uda. Idac droga widzialem jak pracujace na polu matki z dziecmi, zauwazywszy mnie wysylaly dzieci zeby biegly i sprobowaly bo moze cos skapnie. Dosc to irytujace. Jak doszedlem na miejsce, wybralem sie na internet zeby znalezc kogos kto moze przenocowalby mnie w Cuence, bo to miasto do ktorego sie wybieralem na nastepny dzien.
Nastepnego dnia szczesliwie, stopem dojechalem do Cuenki (kierowca mowil po angielsku wiec moglismy pogadac ;) ale nieszczesliwie nie znalazlem nikogo kto chcialby mnie przygarnac, chlip chlip, wiec zmuszony bylem isc do hostelu. Cuenca znajduje sie na lisci dziedzictwa kultury UNESCO i jako kolonialne miasto wyglada naprawde super. Przechadzalem sie waskimi brukowanymi uliczkami, rojacymi sie od malych restauracyjek i sklepikow i przypominala mi sie Europa. Niestety przypadkiem sformatowalem karte pamieci wiec niema zdjec :( Po dwoch dniach wybralem sie do Parku Narodowego Cajas, ktory lezy niedaleko. Pierwszego dnia maszerowalem wytrwale przez 5godz zeby dostac sie do miejsca gdzie moglbym rozlozyc namiot. Widoki pewnie bylyby wspaniale gdyby nie mgla, ktora spowila wszystko dookola. W koncu dotarlem na miejsce i caly Camping okazal sie jedna mala rzeczka i mostkiem w samym sercu parku :) Rozbity byl tam jeden maly namiocik w ktorym, jak sie pozniej okazalo, mialy spac 3 osoby. Francuzka, Irlandczyk i Szwajcar. Po jakims czasie stwierdzili ze jednak jest za maly i zabralismy sie za konstruowanie szalasu. Nie jest to takie proste:/ nic ciekawego z tego n ie wyszlo a do tego wieczorem rozpadalo sie na dobre wiec i tak musieli sie zmiescic w ta mala szmatke :) Deszcz padal cala noc i caly nastepny dzien. Mialem zamiar spedzic tam 2-3 noce ale w takich okolicznosciach spedzilem tylko jedna. Wrocilem do Cuenci i mialem jechac gdzies dalej ale poznalem niesamowita dziewczyne i zostalem tam 2 tygodnie do czasu az ona wyjechala :( ja tez sie zabralem i jestem teraz w Meksyku pracujac jako fotograf. Strasznie tu cieplo :)
Finding a good place to hitchhike in Riobamba is not an easy task. The city spreads for several miles and whats worst - up the hill. Walking with a huge backpack in strong sun is not something I like the most so i decided to tak a bus out of the city. Bus happened to be very cheap ($2) so Ive taken it all the way to Canar. Got there in the evening, it already started to be a little cold. I really needed a shower after the whole day in the sun so Ive found a hostel and my first attempt of bargaining went great. One night costed $7 and Ive brought down to $4 ;) not bad for the first time, ehhh? There was no hot water (which is quite normal here) but the cold one was soooooo cold that it was impossible to take a shower :/ It had to wait :(
Next day I went to Ingapirca. The biggest Inka ruins in Ecuador. Ive expected a little Mach Picchu and to my disappointment Its only couple of stones. The scenery and the views around are spectacular but the ruins itself are very small. Only couple of walls around Castle of the Sun, which is actually a small hut on a pedestal. Seeing everything took me only half an hour and Ive regretted Ive pain the entrance fee.
It was Friday so the market in near by town was in its full glory. Had lunch made of mango and some other fruits which names I cant remember but they where great. Ive spent some time there before heading back. I wanted to walk cos it was only 10km down the hill, but if I knew that in that 2h hike around 30 people will come up to me asking for money Id reconsider. All those people who ask for money dont really need them. I mean they work and have money to live but its always better to have more and maybe some tourist will give them some. Ive seen how mothers send their kids to rum 300m across the field to ask me for something. Its quite annoying. Ones Ive got back to Canar I went straight to internet to ask some CS people for accommodation in Cuenca (city where I was going next).
Very fortunately Ive hitchhike the next day to Cuenca (driver could speak English) but unfortunately no one could host me there so I was forced to go to a hostel again. Cuenca is on the UNESCO list and as a colonial city it looks amazing. Narrow cobbled streets reminded me of Europe. By accident Ive formatted my memory card so theres no pics from Cuenca :( After two days there I went to Cajas National Park which is just out of Cuenca. First day hike has lasted around 5 hours, through quite thick fog. The views would have been probably great if there was no fog. Finally Ive got to Camping place and it happened to be a small river and a bridge over it. That was it :) but it was in the heart of the Park so it was spectacular. Ive met there French girl with two Irish and Swiss guys. Theyve had a small 1 person tent for three of them :) After some time we agreed that its to small and decided to make a shelter. Its not so easy as you could expect, It wasnt very good and the rain forced them to sleep in the tent anyway. It rained all night and all next day. Ive planed to spend there 2-3 nights but in those circumstances I decided to go back to Cuenca the very next day. There Ive met the most amazing girl and stayed there with her for 2weeks until she has left :( It was time for me to go as well. Ive gone to Mexico :) Im a photographer here so will probably stay for a while ;)