


Quito zrobilo na mnie spore wrazenie. Tak naprawde nie wiem czego sie spodziewalem, nie mialem tez zadnych oczekiwan i dlatego pewnie maszerowalem po Centro Historico ze sporym zaskoczeniem. Stare miasto wyglada niesamowicie, kolonialne kamieniczki robia spore wrazenie szczegolnie te ktore sa odnowione. Ladnie wymalowane na bialo, kontrastuja z zadziwiajaco duza liczba mlodych chlopcow (i nie tylko),pucybutow umorusanych pastami od stop do glow. Nie przypadlem im do gustu bo moich zamszowych butow nie da sie na glanc wyszczotkowac. Ze szczytu bazyliki mozna zobaczyc cale stare miasto, ktore z tej perspektywy wyglada dosc imponujaco. Na kazdym rogu ktos cos sprzedaje, 80letni staruszek probuje sprzedac 5 olowkow, 10m dalej jakas kobieta sprzedaje guawy i jakies inne owoco ktorych nigdy wczesniej nie widzialem. Losy na loterie, jakies bony, warzywa, poirackie CD, kosze na bielizne, naklejki, naszywki, jednym slowem wszystko mozna tam kupic od ludzi ktorzy poprostu stoja i wrzeszcza jak glosno tylko moga. To wszystko tworzy dosc specyficzny klimat, taki ktorego sie spodziewalem, i taki ktory mi sie podoba. Po calym dniu w centrum w koncu musialem sie zglosic na lotnisko zobaczyc czy jest juz moj bagaz i na szczescie tam byl. Odetchnalem z wielka ulga bo w poczekalni poznalem pare francuzow, ktorym bagaz zginal tydzien wczesniej. Wybralem najtanszy hostel i pojechalem z mysla o prysznicu i wielkim szorowaniu. Na miejscu okazalo sie ze hostel jest w samym centrum imprezowym Quito i do tego to byl piatek. Naprawde nie mialem ochoty na zabawy. Po takiej podrozy chcialem tylko prysznic i spac. Po prysznicu na stol wjechalo 15l darmowego rumu z cola i amerykanie zabrali sie do oprozniania kotla. Takiej okazji nie puszcza sie bokiem :) przynajmniej nie mialem problemow z zasnieciem. Nastepnego dnia skontaktowalem sie z Andrea a ze w soboty nie pracuje zaraz po mnie przyjechala i pojechalismy z moimi tobolami do niej do domu. Po drodze zachaczylismy o optyka zeby wymienic szklo w moich okularach. Straszna drozyzna jesli chodzi o optykow w Ekwadorze i do tego nie da sie bez badania wzroku. U Andrei zjadlem obiad gotowany przez jej mame na co zreszta sama nalegala i dopiero zrozumialem co to znaczy smazone banany i zupa z bananow, rewelacja. Po kilku sympatycznych dniach z Andrea nadszedl czas ruszac do Los Cedros. Przed wyjazdem z Quito dostalem maila z lista co mam kupic do jedzenia jak dam rade. Okazalo sie ze jest tego jeden pelny worek od ziemniakow. Okolo 25kg jedzenia - ciekawe jak ja sie z tym zabiore - pomyslalem ale, jak sie pozniej okazalo, dla chcacego nic trudnego. Razem z moimi tobolami to wszystko wazy pewnie z jakies 50kg. Zdaje sie ze slyszalem tez jak moje kregi wolaja o pomoc ale jakos daly rade i znalazlem sie na dworcu autobusowym. Tutaj poznalem Krystiana z Nowegii z para Amerykanow, oni tez jechali do Los Cedros. Po okolo 3h niesamowitych widokow znalezlismy sie w malutkiej wiosce na skraju prowincji Pichincha, Chontal, gdzie cierpliwie odczekalismy 4h na karawane mulow, ktora miala zabrac nas dokad jechalismy. Jak juz sie wdrapalismy na muly i ruszylismy to okazalo sie ze jest to szlak przez niesamowite bloto, siegajace czasami brzycha wysokiego mula. Brnelismy tak w deszczu i przez bloto przez 5h az w koncu ukazaly sie na horyzoncie, zaraz za plantacja bananow, domki gdzie czekal na nas cieply obiad. Co za dzien. Bycie mokrym i brudnym nabralo dla mnie calkowicie nowego znaczenia, mozna powiedziec ze moje horyzonty sie poszerzyly ;) Spragniony tego co zawsze chcialem zobaczyc, juz nastepnego dnia pobieglem z aparatem do lasu deszczowego. Wiedzialem ze bedzie mokro, ale ze az tak!! para zbierala sie nawet pomiedzy obiektywem a filtrem. Ale las jest dokladnie taki jak go sobie wyobrazalem Zielony, Mokry, Glosny i Przepiekny Staram sie codziennie wyjsc na spacer albo choc troche posiedziec w lesie. Mialem mala przerwe ze wzgledu na skrecone kolano (pech mnie jeszcze nie opuscil) ale juz jest dobrze. Raz nawet zsunalem sie z urwiska w kolce i niezle sie pokulem ale niema tego zlego, teraz o wiele bardziej zwracam uwage gdzie stawiam kroki :) Kiedys jednak mialem duzo szczescia i udalo mi sie zobaczyc malpy, ktore sa pod scisla ochrona i zostalo ich juz tylko okolo 200 sztuk na wolnosci. Widzialem 4 z nich, nawet rzucaly we mnie galeziami :) Jednak prawdziwa frajde tutaj sprawiaja ptaki. Sa ich setki i sa wspaniale. Wszystkie kolory teczy, wszystkie rozmiary, najrozniejsze dzwieki. Ach gdybym tylko mial tu dobry teleobiaktyw to fajnych zdjec bym napstrykal a tak jest tylko to co widzicie w galeri. Nie wiem czy jestescie w stanie wyobrazic sobie jak tu jest mokro, ponad 8m deszczu na 1m kw. w skali roku. Wszystkie nieuzywane ciuchy mi poplesnialy mimo tego ze sa syntetyczne. Grzyb wyrusl nawet na ladowarce do baterii i na kablach. Ale mozna sie bylo tego spodziewac w koncu jest pora deszczowa. Za to jedzenie jest rewelacyjne i jest go wiecej niz potrzeba. Co wieczor po kolacji siedzimy sobie z Jose i rozmawiamy albo sluchamy muzyki. Ciekawa z niego postac. Wyjechal ze stanow jak mial 21 lat z powodow politycznych i szukal swojego miejsca w Am. Pol. az w koncu przyjechal do Ekwadoru i sie tu osiedlil. Juz 23 lata chroni ten skrawek lasu deszczowego, ktory jest jednym z najbardziej zroznicowanych biologicznie zakatkow naszej planety. Odwalil kawal dobrej roboty. Niedawno przyjechal Gary, naukowiec i fascynat Orchidei a szczegulnie rodziny Dracula. Zabralismy sie i poszlismy razem szukac tych rzadkich a moze (przy odrobinie szczescia) nieznanych jeszcze gatunkow. Wybralismy najdluzszy w rezerwacie szlak, ktory ciagnie sie przez 10km i konczy sie na wysoknosci ponad 2300 m.n.p.m. Dobrnelismy do konca i zalozylismy oboz. Oczywiscie na tej wysokosci w lesie deszczowym nie przestaje padac wiec cala noc lalo. Hamak tez wymaga techniki zeby sie w nim wyspac, ja jako laik obudzilem sie z bolem krzyza :( ale nic to! Zaraz po sniadaniu wzielismy maczety i zabralismy sie za wycinanie dziury w lesie, a to nie takie latwe. jakies 500m zajelo nam okolo 4h w ulewnym deszczu. Gary znalazl gatunki ktore nie powinny tu wystepowac i stwierdzil ze to duze odkrycie i wyjasni wystepowanie jakis dziwnych hybryd. Dobra, dobra - ja myslalem tylko o cieplym obiedzie. Po jakim czasie zdecydowalismy skonczyc na dzis i zejsc do obozu gdzie Gary stwierdzil ze jest mu bardzo zimno i nie zamierza spedzic nastepnej nocy w lesie. Ledwo co udalo nam sie zejsc przed zmrokiem. Jak przyszedl czas zeby wyjezdzac troche bylo mi przykro bo z checia posiedzialbym tu jeszcze ale to normalne jak sie opuszcza miejsce gdzie jest ciekawie. Ze srednia checia myslalem o 5h na grzbiecie mula i blocie, przez ktore trzeba przebrnac. Jednak tego ranka w radiu uslyszelismy ze na dole w Chontal (dokad mialem dojechac na mule) padalo tak mocno ze obsunela sie ziemia na droge i wioska jest odcieta od swiata. Zostalem wiec w Los Cedros. Nastepnego dnia okazalo sie ze wszedzie padalo i w calym kraju nieprzejezdnych jest ponad 80 drog. Niezla to musiala byc burza. Naprawianie zajelo 5 dni wiec mialem moj dodatkowy czas w rezerwacie. Gdy w koncu wyjechalem z Los Cedros mialem mozliwosc podziwiac widoki, poniewaz dzien byl rewelacyjny i widocznosc swietna. To musi byc jeden z najpiekniejszych zakatkow ziemi jakie widzialem. Wysokie zielone gory, bogate doliny i Kondory krozace wysoko nad nimi. Bajka. Bajka jednak nie bylo 5h na mule w glebokim blocie i okazjonalnych twardych traktach gdzie Sarito klusowasla. Do Chontal dotarlem z wielkim bolem tylka i nie tylko. Jak ktorys z was chlopaki sie kiedys zdecyduje na kilku godzinna przejazdzke wierzchem na drewnianym siodle mam rade, NIE UBIERAJCIE BOKSEREK! Ale mimo wszystko podobala mi sie ta przejazdzka. Po poludniu zlapalem autobus do Quito i odwiedzilem Andree. Mysle ze pojade teraz do Otavalo, ale jeszcze zdecydyje ;)
Quito have made quite an impression on me. I didnt know what to expect so I was walking around Centro Historico with big surprise. Old town is looking great, colonial buildings make quite an impact especially the refurbished ones. Painted white they contrast greatly with massive amount of painted black (with shoe polish) young boys who clean shoes and boot everywhere. They didnt like the fact that gringo has a unpolishable boots. From the top of gothic Basilica you can see the whole old town which looks impressive. At every corner people try to sell something, 80 year old man tries to sell 5 pencils, some old woman sells guawas and other fruits that i ve never seen in my life. Lottery tickets, some vouchers, pirate CDs, vegetables, stickers, badges, cosmetics, everything and the people just stand there shouting as loud as they can tring to advertise what they have. All that creates nice specific atmosphere, the one ive expected, the one I like. After long day in the center finally I had to go to the airport again to check if they had my luggage and fortunately they had. While waiting Ive met french couple who were waiting for theirs a week. Online Ive picked the chipest hostel and went thet thinking only about the shower cos its been few days ;) Hostel turned out to be in the night-out center of Quito. It was friday. I really didnt feel like partying, just wanted to sleep, but after a shower 15l of free rum with coke landed on the table. The americans were already working on that :) You cant let an opportunity like that to go passed. I sleep really well that night. Next day Ive contacted Andrea from HC, since it was her day off she came and picked me up. Together we went to optician to fix my glasses (what is really expensive here by the way)and then to hers where I met the parents. Andreas mum cooked for my for the whole time. Some great stuff - fried bananas, banana sup - delicious!!! After few really nice days with Andrea it was time to go to Los Cedros. Day before that I got a shopping list from them.It turned out to be massive amount of food. Whole potato sack! 25 kg! I was pretty pissed off, cause my bag was have enough, but hey they needed it. Somehow Ive managed to carry all that to bus station where Ive met Kristian and American couple. They were going to Los Cedros as well. After 3h of beautiful views we got to small village called Chontal where had to wait 4h more for the mules to come. Once they got there weve climbed up and set off. Quick after that weve found ourselfs in the middle of mud ocean, pretty deep too. It took us 5h in the rain to get to the station but it was a great feeling to see it in the distance. One hell of a day. Being wet and dirty grew to a different level here, you can say that ive expanded my horizons :) First thing next morning I went straight to the rain forest with camera. Ive dreamed about this moment since i was 8. Ive expected it to be wet, but not as wet! steam builds up even in the space between front lens and the filter, but the forest is exactly as Ive imagined it Green, Wet, Loud and Beautiful Every day I try to go out for a walk or just to sit there for a while, although I had a break cause Ive hurt my knee (bad luck is still with me) but its ok now. Once Ive even slide down the cliff right in to spikes, fortunately nothing really happened apart from few spikes in my face, hands and bum :( Now I pay much more attention where I step. Some time ago I had a lot of luck and saw 4 brown-headed spider monkey which are critically endangered and theres only 200 of them left in the wild. They were throwing branches at me:) But the best thing about this place are birds. Theres thousands of them. All colors, all sizes, all noises. If I only had good telephoto lens I would have taken many good pictures but since I havent got one the ones in the gallery have to be enough. I dont know if you can imagine how wet it is here, over 8m of rain on 1sq meter in the year. All my clotes went moldy, despite they are synthetic. Fungus grew even on my battery charger and the cables, but I should have expected that - its a wet season. But the food is great and its more of it than you need. Big, massive portions. Every eve I sit with Jose and we talk or listen music. Hes very interesting character. Left States when he was 21, was traveling around Latin America for a while and eventually settled down in Ecuador. Its been 23 years since hes decided to protect this forest and now it is one of the most biodiversed areas in the world. Hes done pretty good job. Some time ago Gary has come for few days. Hes a Orchid freak especially the Dracula ones. He wanted to try to find couple of those really rare plants and maybe even a new species. Ive decided to go with him so we went. Weve chosen the longest trail that goes for 10km and climbs to the altitude of 2300m. Pretty tired got to the top and set the camp. So high in rain forest always rains and this night wasnt different so it was quite miserable and I dont really know how to sleep in the hammock so in the morning I was already a little tired and my back was funny. But I was looking forward to the exploration. Just after breakfast weve taken our machetes and have started to cut out a whole in the forest. Its not so easy. It took us about 4h to make atrail 500m long. It was poring. Gary have found some Orchids that not supposed to be here and that apparently will explain a phenomena of some weird hybrids in this area. I was jus hungry and have wanted only hot lunch. After some time weve decided to go down to the camp where Gary was really cold and didnt want to spend another night in the forest. We got to the station when it was getting dark. When it was time to leave Ive felt a little sad and didnt want to leave, but thats normal with the places which you like. I wasnt looking forward to 5h on to back of the mule and the mud that it had to go trough. However this morning on the radio weve heard that the night storm was so bad that there has been big land slide over the road and Chontal is cut out from outside world. I have stayed then. Next morning weve found out that it was raining in whole country and there has been over 80 land slides. Ecuador was paralysed. It must have been quite a storm. It took 5 days to fix that so I had some extra time in the reserve. Once I got out I had a chance to admire the views cos the day was sunny and visibility great. This must be one of the most beautiful places Ive seen. High green peeks, rich valleys and the Condors flying above. Its like a fairy tail. However far from perfect was 5h on sarito in a deep mud and occasional hard distances where sheve run. To Chontal Ive came with sore bum and not only. If one of you guys will ever decide to ride big animal on a wooden sadle please take my advise - DONT WEAR BOXERS! But anyway ive enjoyed that trip. In the afternoon Ive got to Quito and have visited Andrea. I think Ill go to Otavalo now but dont know yet :)
Panie podrozniku ja marze o odwiedzinach domu.Zazdrosc mnie zzera!Pozdrawiam z miasta diamentow i dziwek.
ReplyDeletehey BANANA BOY :)
ReplyDeletejuz opusciles los cedros, myslalem ze masz tam byc 3 m-ce?
swietnie sie wpasowujesz w ten las deszczowy :) podziwiam i zazdroszcze ;) wspaniale tam musi byc ;) czekam na kolejne opowiesci :) /Agata
ReplyDeleteJa zazdroszcze tez na maxa, ale tez podziwiam ze piszez w dwujęzycznie, to znaczy ze masz na to czas i sile! Baw sie dobrze i uwazaj na pasożyty:)Ja sama siedze w Polsce dopiero 3 tygodnie i juz mam dosyc.No ale najpierw jakas robote musze dorwac bo nie mam grosza na podroze.
ReplyDeleteJaro!! Niesamowita historia.
ReplyDeleteGdyby nie ten deszcz, to był byś w RAJU NA ZIEMI ;)
Pozdrawiam AndrzejS
Hej!!! PIEKNE ZDJECIA!!!!!!!!!!! Pozdrawiamy z Pniewa, cieszymy sie ze jestes zadowolony i Twoja zla passa dobiegla konca. Kurde zazdroscimy Ci tych bananow heheh :) Z niercierpliwoscia czekamy na kolejne relacje i zdjecia...i pamietaj o TAMBYLCACH (ruszt, kociol ... hehe).AAAA i nie jezdzil tyle na tych MULACH, bo krucho bedzie z Twoim przedluzeniem Rodu :) U nas poki co wszystko gra, dzidzia juz ma ponad 2kg...:) ehehe rosnie i kopie...ale jeszcze troszke :) BUZIAKI, kopniaki dla Wujka od dzidzi i oczywiscie lapa od Kapryska!!! Kasia i Tomek
ReplyDeleteP.s. Masz jakies zdjecia na tym MULE?? hehe
HEJ JARO, TO NATKA, MOZE WIESZ A MOZE NIE O KOGO CHODZI TAK CZY INACZEJ FAJNIE ZE W KONCU KTOS RUSZYL DUPE!!!!
ReplyDeletePOKI CO TO TYLE:)
TRZYMAJ SIE I UWAZAJ NA SIEBIE:)
hej, hej
ReplyDeleteDzieki za komentarze i mam nadzieje ze u was jest git.
Jesli to Natka z BB to pozdrawiam cieplo bo chyba lata minely, co nie? ;)
NO TAK JARO!TO TA NATKA Z BB, MOZE Z 5 LAT, MOZE WIECEJ. MNIE TEZ NOSI LICHO. POZA TYM W BB SPEDZILAM SPORY KAWAL SWEGO ZYCIA, A JEST JESZCZE TYLE MIEJSC DO ZOBACzENIA...DO BB JEST Z KAZDEGO ZAKATKA SWIATA LEKKO ZA DALEKO:)
ReplyDeleteBARDZO CIESZY MNIE JAK KTOS MYSLI PODOBNIE DLATEGO TEZ WSPIERAM CIE CIEPLEM I ZYCZE ZYCIOWEJ WYPRAWY...
JESTESMY W KONTAKCIE:)
Czekałam na zdjęcia i się doczekałam, cudne są:) Ten targ to masakra jakaś-> biedne żyjątka!!!! Wszystkiego najlepszego i miliona świetnych fotek, a co za tym idzie wspomnień życze. Uściski K.T.
ReplyDeleterodzice obejrzeli zdjęcia i jesteśmy bardzo zadowoleni:)podobały nam się bardzo,ale wracaj szybko,bo tęsknimy i bardzo Cie kochamy:)
ReplyDeleteZdjęcia,widoki,pasja..rewelacja.Miło patrzeć gdy ktoś spełnia marzenia...
ReplyDeleteNatka...rusz czasami też szanowną w strony BB a gwarantuję,że nie pożałujesz :D
Ściskam
An